au. yen kaś. gosia rudra triss paraska kubuś ania hogata ela 2009 listopad wrzesień sierpień lipiec kwiecień marzec luty styczeń 2008 grudzień listopad wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj luty styczeń 2007 listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty |
people just ain't no good. rzuciłam prace, upiekłam ciasto. ostatni raz mialam zycie emocjonalne kiedy usiadł na mnie szerszeń. skomentuj
i'm your toy, your 20th century boy. odzyskałam instynkt samozachowawczy, dystans do ciebie i pięć z
dziesięciu straconych kilogramów. dziś boli mnie głowa, puchną mi palce
a kiedy wchodzę do kibla ściągam okulary, bo jestem kacowym estetą.
klimatyzowany koszmar. w życiu rodzinnym od pewnego czasu nie wolno mi jeść kompulsywnie, używać keczupu, kłaść czekolady na pizze oraz sypiać z klinicznymi idiotami. nocami uczę się hiszpańskiego popijając porto. kiedy zbliża się kryzys przeglądam oferty psychoterapii odrzucając oferty bez zdjęcia. szukam kogoś w typie brucea willisa, bo mam ochotę dostać w ryj. skomentuj
somebody to love. sobota. umilam sobie czas strzelaniem z igristoje w młodzież wszechpolską, całującą mnie w rękę. popijam leki nasenne winem fantazjując, że kiedyś mi zabronisz. ale jeszcze nie teraz: teraz wypełniam czas pozostały do spotkania przyziemiem, farmakologią, mikrohistoriami nie-miłosnymi.
hydroxy. błogosławione kobiety otwierające swoje drzwi i ramiona w środku nocy, ramiona niosące kiwi i dropsy, błogosławiony ich przenikliwy umysł, ich weź od razu sześć, weź sześć.
sznurowadła. ta pogoda nie jest bezpieczna. próbuję naświetlać się kolorofonem, próbuję nie trzeźwieć, próbuję nie cytować świelickiego, kiedy udaje mi się nie trzeźwieć. jestem potencjalną terrorystką w walce o nowy romantyzm. niech nastanie już.
chłopcy to chuje! (nie przejęzyczać się na krytyk kiedy przejęzycza cię kretyn literacki.)
cada dia se la traga mi corazon! jestem w miejscu bez migren i choc nie mam migreny w miejscu bez migren wszystko wzrusza mnie do tego stopnia, do stopnia w ktorym gil leci mi do doskonalej kawy (jestem w miejscu bez kwasnych kaw) i mocniej niz zazwyczaj kosmiczna doskonalosc daje mi odczuc ten caly gotyk we mnie, cale zycie bez wow. jestem w miejscu z tygodniową migreną i trzydniową grypą (każde przeziębienie kończy się tu grypą, co bezsprzecznie świadczy o tym, że mam raka). spędzam dłuższe przed lustrem, zakladam coraz krotsze, kupuje droższe, upijam bardziej, wciągam pieprz cayenne. prawie mam prawiedystans. gnoza. skomentuj
'wybije zeby temu kto powie ze chodzi mi tu o drapiezne rwanie zebami krwawego mięsa życia!' nie przytulaj mnie w sex shopie. skomentuj
nie będę julią. lubię poranki. wymuszone poranki kiedy wspołlokatorka wyciąga mnie za nogę z łóżka, białe śniadania rozpuszczane w kieliszku do wódki, popijane mocną herbatą, poranne mdłości i popołudniowa euforia.
w dniu swoich osmych urodzin siedzę w pracy, piję sok bananowy a zbyszek wodecki czyta mi przez ramię. nie socjalizuję się, chyba że skończą mi się papierosy.
coz i'm a punkrocker yes i am. jest zbyt dobrze, co jest zgaduję wstępem do jakiegoś większego melodramatu.
to nowy dzień jest nad leonem. jestem trupem towarzyskim. jestem moim nieustającym egzystencjalnym lamentem zagłuszanym coraz skuteczniej chrapaniem, moje jestem jest głównie nad ranem. konsekwentnie odmawiam licząc się ze wszystkimi konsekwencjami braku okazji do odmowy. ale póki mam okazję odmawiam zrobienia sobie prania.
papieroch sterczy z ust, jak jezusowy gwóźdź. podróżuję głównie do ubikacji, mam piękny widok z okna na okna, stałe łącze, zapas wody na wypadek katastrofy nuklearnej bądź psychicznej katastrofy, paczke mocnych, okopy, zasieki, opłacony abonament, koronę cierniową, brzydkie słowa oraz whisky. świat nie ma mi nic do zaoferowania za wyjątkiem kolejnego rycerza bez konia, więc ja tu zostanę i ja tu umrę, w najgorszym wypadku zostanę poetką, gorszą nawet od wojaczka, stachury i pawlikowskiej jasnorzewskiej, razem wziętych.
hello goodbye punkt pierwszy: zanim obrazisz śmiertelnie chłopca tylko dlatego że jest idiotą, zabierz od niego swojego jarmusha.
|